DELHI
Czesc, dotarlismy do Deli, stad czeka nas juz tylko 8h lotu samolotem do Wiednia, a tam poczujemy sie jak w domu. Podroz z Varanasi przebiegla bez przygod, pociag spoznil sie tylko trzy godziny na starcie i osiem godzin na mecie ;]. Udalo nam sie zamienic za miejsca z tubylcami, tak ze spalismy na gornych poslaniach w niezamykanym osmioosobowym przedziale, w ktorym chwilami jechalo 11 osob. Bagaze posluzyly jako zaglowki i z malymi przerwami, bardzo czujnie przespalismy noc.
W Deli niestety tez nie jestesmy zachwyceni Indiami, wszedzie tu pelno much, czesio bylby szczesliwy ;]. Oprocz odstraszajacych warunkow sanitarnych w doslownie kazdym miejscu czai sie chmara naganiaczy i naciagaczy, sa tu przy kazdym kroku, na sile chwytaja za reke… Na szczescie wczoraj kupilem sobie za dwa zlote palcat i jak tak sobie wymachuje to nie latwo im jest wystartowac ;]. Nasz hotel, najdrozszy z dotychczasowych i o najnizszym standardzie, ubikacje niestety splukuje sie z wiaderka i takie tam… Tu w Deli juz wczoraj widzielismy najciekawsze miejsca, dzis tez sie wybierzemy na krotkie zwiedzanko, a potem zostaje nam tylko indyjski shoping.
Jutro bedziemy sie musieli jeszcze przemeczyc z plecakami do poludnia do polnocy, ale pewnie czas ten spedzimy juz na lotnisku w oczekiwaniu na samolot ewakuacyjny ;].
RR & KC